Welcome

poniedziałek, 27 lutego 2012

Niestety, pomimo zapowiedzi plastry Exelon nie weszły na listę leków refundowanych przez NFZ. Rząd chce chyba załatwić eutanazję w białych rękawiczkach. Ludzie po prostu odejdą szybciej....
Nie pomogły listy, protesty, naukowe wywody.

Pani psycholog przygotowała dla taty cały zestaw książek z zadaniami i płytę. Odebrałam wieczorem.
 Pora wziąć się do pracy.

piątek, 24 lutego 2012

Tata kocha telefony komórkowe. Uwielbia grzebać w ich menu, coś przestawiać i zmieniać. Dziś tak skutecznie mylił kod PIN, że zablokował telefon na amen. Zgubił tez wszelkie dokumenty od telefonu, więc do akcji wkroczyła mama, która zapakowała telefon i ojca i udała się z nimi do salonu PLUS. Udało się odblokować i zdjąć wszelkie kody tak, by nie było możliwości zablokowania czegokolwiek.

Ważne: jesli chory posiada swój telefon, zdejmij kod zabezpieczający!

czwartek, 23 lutego 2012

Wietrznie i zimno. Na taką okoliczność ojciec ubrał dziś na spacer mojego spaniela. Wiadomo, żeby mu zimno nie było. Dodam od siebie, że mój spaniel ubrania zimowego nie posiada. Yorkshire terrier posiada piękny sweterek w kolorze czerwonym. Wpadł w łapy, więc spaniel przeparadował przez osiedle w yorkowym za małym kilka rozmiarów sweterku. Nie da się takiego maleństwa wcisnąć na spaniela? Oczywiście, że się da. Spaniel zachwycony nie był, bo jak powiedział tata: "On nie lubi swetrów". Moim zdaniem nie tylko nie lubi...był ściśnięty jak szyneczka sznurkiem.

środa, 22 lutego 2012

Byliśmy z wizytą u pani psycholog. Nakreśliłam problem w wielkim skrócie. Padło kilka ważnych pytań. Pierwsze: Jaka dziś jest data?
Odpowiedź z rozbrajającym uśmiechem: Nie mam pojęcia Pani doktor!

Pani psycholog zaproponowała krótki tekst, podczas którego oczywiście być nie mogłam i w pełni to rozumiem.
Wyniki nie były zaskoczeniem. Tata ma trudności z pamięcią krótkotrwałą, operacjami na pieniądzach, trudności w odwzorowaniu.
Za tydzień mam odebrać od pani zestaw książeczek i gadżetów do ćwiczenia pamięci, na następną wizytę tata ma przyjść sam. Zapytała, czy trafi, na co się trochę oburzył. Świetnie sobie radzi. teraz tez poszedł do przychodni sam, godzinę wcześniej i zajął kolejkę.Dzięki temu byliśmy pierwsi.
Ustaliłyśmy, że tata będzie chodził regularnie do lekarza sam. Jeśli pani psycholog zauważy jakieś nowe objawy, będzie miała jakieś spostrzeżenia co do stanu taty, poinformuje mnie o tym i zaprosi na rozmowę. Myślę, że to uczciwa propozycja. Na razie krzyżówki, Memory i ćwiczenia w zapamiętywaniu.

wtorek, 14 lutego 2012

Wkurza mnie to, że wszystkie poradniki, ostatnio nawet "Gazeta Wyborcza" reklamująca swój świetny podobno artykuł "jak pomóc osobom chorym na Alzheimera" mówią o zaawansowanym stadium choroby. Strona Alzheimer.pl nie działa od kilku miesięcy, a wszędzie jest podawana jako źródło wszelkich informacji.Brak wsparcia, brak wiedzy, brak współczucia, brak pieniędzy.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Gorszy dzień

Dziś był jeden z gorszych dni, jakie pamiętam.
ósma rano.Domofon. Ojciec. Zapomniał zabrać z pracy kluczy od domu. W domu pies, który od 12 godzi nie był na dworze. Poza tym jest zimno, spadł śnieg, a ojciec właśnie przejechał na rowerze jakieś 7 kilometrów w jedna stronę. Miałby tam pojechać i znów wrócić?
Dzwoni do swojego ciotecznego brata, który jako posiadacz samochodu ratuje go z opresji.

Dwa dni temu upiekłam ciasto. Temu dałam, tamtemu dałam, został się jedne kawałek. Po ponownym powrocie z pracy ojciec umył formę do ciasta i przełożył ciasto do małej salaterki, którą odstawił na kuchenny blat.
Około południa niesie mi salaterkę i pyta, dlaczego schowałam ją  z ciastem do szafki na garnki.Nie pomogło tłumaczenie, że od kilku godzin nie byłam w kuchni i to nie ja. Powiedziałam głośno, że to pewnie Alzheimer schował, na co usłyszałam, że jestem głupia. O! Doigrałam się.

Kilka dni temu zjadł mój obiad. Standard.
Z kolei ostatnio kotletów nasmażył tyle, że jemy je już 4 dzień i jutro tez kotlety zagoszczą na naszym stole.

niedziela, 5 lutego 2012

Gotowanie

Ojciec całe życie doskonale gotował. Potrafił wyczarować coś z niczego. Teraz nie pamięta jak sie gotuje na przykład zupę ogórkową lub upiera się, że w naszym domu całe życie jadało się w określony sposób. Uważa, że zawsze posypywaliśmy gotowane ziemniaki bułką tartą.
Wołowinę, która została po niedzielnym obiedzie wystarczyło odgrzać i podać z ziemniakami. Nie, pokroił, dodał mąkę i berbelucha gotowa. Bez smaku, bez wyrazu i bez nazwy. Do kosza.
Rosół został wylany podczas mycia naczyń. Mama się popłakała. W zasadzie na co dzień jest nieźle.
Od tygodnia żyje sprawą Madzi. W domu próbujemy się izolować od wszelkich informacji na ten temat, zbyt nagłaśnianych przez media, ale mamy tatę, który relacjonuje nam co kilka minut wszystko na bieżąco.

Dziękuję Pani Magdo za tych kilka słów.