Welcome

poniedziałek, 13 lutego 2012

Gorszy dzień

Dziś był jeden z gorszych dni, jakie pamiętam.
ósma rano.Domofon. Ojciec. Zapomniał zabrać z pracy kluczy od domu. W domu pies, który od 12 godzi nie był na dworze. Poza tym jest zimno, spadł śnieg, a ojciec właśnie przejechał na rowerze jakieś 7 kilometrów w jedna stronę. Miałby tam pojechać i znów wrócić?
Dzwoni do swojego ciotecznego brata, który jako posiadacz samochodu ratuje go z opresji.

Dwa dni temu upiekłam ciasto. Temu dałam, tamtemu dałam, został się jedne kawałek. Po ponownym powrocie z pracy ojciec umył formę do ciasta i przełożył ciasto do małej salaterki, którą odstawił na kuchenny blat.
Około południa niesie mi salaterkę i pyta, dlaczego schowałam ją  z ciastem do szafki na garnki.Nie pomogło tłumaczenie, że od kilku godzin nie byłam w kuchni i to nie ja. Powiedziałam głośno, że to pewnie Alzheimer schował, na co usłyszałam, że jestem głupia. O! Doigrałam się.

Kilka dni temu zjadł mój obiad. Standard.
Z kolei ostatnio kotletów nasmażył tyle, że jemy je już 4 dzień i jutro tez kotlety zagoszczą na naszym stole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz