Welcome

poniedziałek, 3 czerwca 2013

wyjazd do Warszawy

Przebiegł tak sobie. Tate wsadziłam do pociągu z kartką, na której napisałam, gdzie ma wysiąść i adresem. Tłumaczyłam milion razy (niepotrzebnie), co gdzie i jak. Bilet, który kupiłam przed wyjazdem i wręczyłam przy kasie zdążył "zaginąć" po dotarciu na peron. Odnalazł się w kieszeni kurtki.
W Warszawie ojca miała odebrać z pociągu  bratowa.

O 10:00 telefon- "Kochanie, Warszawa Wschodnia -mam wysiąść?". Tak, skoro wschodnia, masz wysiąść.
Po dziesięciu minutach telefon od bratowej, że taty nie ma. Aha, czyli wysiadł gdzieś...
Po chwili sms- jest na Centralnej. Bratowa wsiadła w pociąg i pojechała po niego. Uff...

Tego samego dnia po zjedzeniu obiadu tata stwierdził, że już musi lecieć do domu. Po przypomnieniu, że jest w Warszawie poczekał do dnia następnego.

Był to ostatni w jego życiu samotny wypad do wnuczki. Niestety stan pogarsza się na tyle, że więcej nie będę ryzykować.
A co ja robiłam w tym czasie?
O tym w najbliższych dniach, bo jest co opowiadać...